Ruszam ze stacji wczesnie rano w pelnym sloncu po drodze mijam miasteczko Teiud z ladnym kosciolkiem. Nastepnie przejezdzam przez srednia przelecz i dostaje sie do miasta TURDA slynnacego kiedys z wydobycia soli kamiennej a teraz przede wszystkim znanego dzieki wawozowi Turda , ktory polozony jest w niedalekiej odleglosci od miasta. W tamtym roku odwiedzili ten wąwoz Jonasz z Damianem w drodze powrotnej do Polski. Ja jednak nie mam na tyle czasu i jade od razu na Kluż Napoce, gdzie robie krotki postoj na jedzenie i male zwiedzanie. A nastepnie ruszam 30km w gore rzeki zeby dotrzec na przelecz i tam rozstawiam namiot wsrod szczekajacych dookola psow.Prznajmniej moge czuc sie bezpiecznie :)
Dzień 5 wrzesnia spedzilem w namiocie wsluchujac sie w padajace krople deszczu. Nastepnego dnia jednak wyszlo slonce i mozna bylo ruszyc w kierunku Sebes i Alba Julii. Rano zaliczam tylko 10km podjazdu pod przelecz Tartarau zeby potem zjezdzam przez okolo 60km do miasta Sebes. Droga prowadzi dolina i mija 3 malownicze jeziora zaporowe. Przed Alba Julia wychodzi sloneczko a na koniec ukazuje mi sie piekny zachod slonca nad Gorami Apuseni. Wtedy tez decyduje sie na wymiane opony bo Jurgen 2 nie wytrzymuje przeciazen. Udaje mi sie znalezc nocleg na nowo budowanej stacji benzynowej, tym razem bez rozstawiania namiotu.
Dzień ataku na najwyższą przejezdna przełecz w Karpatach. Piękne poranne sloneczku wrozy dobra pogode. Wlascicielka domu czestuje mnie pysznym i ogromnym sniadaniem zebym mial sily na Urdele(2141m) wyjechac. Przewyzszenie od poziomu miejscowosci na przelecz wynosi 1845m i prowadzi tam droga przez 28km w tym 18 po asfalcie a reszta droga gorska.Wyjezdzam dosc pozno(okolo godziny 12). Droga jest caly czas odslonieta i prowadzi rozleglymi polanami oraz wije sie przepieknymi serpentynami. Dojezdzam do miejscowosci Rinca-tam gdzie konczy sie asfalt i tam zjadam kolejny posilek. Pogoda wyraznie sie pogorszyla a samej przeleczy nie widac bo jest w chmurach. Decyduje sie jednak na jazde w tych warunkach. MIjam pasterzy wracajacych z wlasnymi owieczkami i potem pozostaje walka z samym soba we mgle i po drodze pelnej kamieni. Jest pozno kiedy tam docieram i dookola otacza mnie mgla. Od strony polnocnej droga trawersuje jedna doline zeby potem wspiac sie jeszcze na jedna mala przelecz i dostac sie do wlasciwej doliny. W tej pogodzie gory wygladaja troche przerazajaca a do tego straszne zimno i wilgosc dookola. Kiedy juz stracilem troche wysokosci pokazalo sie na chwile slonce w kolorze czerwonym i zaczelo sie sciemniac. Dotarlem do miejsca , w ktorym rozstawionych bylo kilka namiotow a co najwazniejsze, bylo ognisko w ktorym moglem ogrzac zmarzniete rece. Zapoznalem sie tego wieczoru z dwiema moldawskimi rodzinkami , ktore przyjechaly tam na wakacje i biwakowaly juz od tygodnia w tych rejonach. Kosztuje tez miejscowego rumu o nazwie Drobeta , ktory pomaga w rozgrzaniu ciala. Przez cala noc pada a temperatura spada do zera stopni.
Dzien dojazdowy pod gorska droge Transalpina. Jazda wlasciwie caly czas w gore rzeki ale bez strasznych przewyzszen. W ciagu dnia zjadam czekoladowe wafelki, ktore wieczorem daja znac o sobie. Spie przed domem w miejscowosci Novaci. Wlascicielka domu byla swego czasu w Zakopanem na wystepach zespolow folklorystycznych jako tancerka. W nocy meczy mnie bol brzucha po tych wafelkach, ale dzieki lekarstwom przesypiam kilka godzin.
Poprzedniego dnia wstałem rano z driverami o 4 rano ale pogoda nie byla klarowna i zapowiadalo sie na deszcz, wiec rozstawilem namiot i poszedlem spac. W miedzyczasie rozpadalo sie na dobre i ten dzien spedzilem w namiocie. Nastepnego ranka nastapila pewna poprawa i stwierdzilem ze jednak wyruszam i skierowalem sie w kierunku Krajowej. Jadac przez cyganskie wsie zatrzymalem sie przy jednym domu i zostalem poczestowany przepysznym swiezym bialym serem. W jednej z wiosek z pewnego baru muzyka grala tak glosno ze byla ja slychac na conajmniej kilkaset metrow. A przed barem zrobil sie maly targ , na ktory zjezdzali sie ludzie z okolic handlowac wszystkim czym sie dalo. W Krajowej zaczyna mocno padac przez okolo 4 godziny i na wieczor udaje mi sie znalezc nocleg w nowobudowanym kosciele rzymskokatolickim na przedmiesciach. Namiot rozkladam przed oltarzem glownym.
To kolejny gorący dzien. Rano okazuje sie ze 1km ode mnie stoja 4 wiatraki(elektrownie)--gdybym je w nocy zobaczyl to na pewno nie rozlozylbym tam namiotu. W kazdym razie z mapy wynika ze droga ma przebiegac brzegiem dunaju. Ruchu samochodowego wlasciwie nie ma na tej drodze i jedzie sie bardzo przyjemnie. Jednak przed sama granica zaliczam 20km podjazd i male strome chopki, dlatego nie jest to taki lekki dzien o jakim mysle juz od paru dni. Granice przekraczam promem i tam spotykam driverow z Polski, od ktorych dostaje informacje o tym co w Polsce. Przy granicy po stronie rumunskiej znajduje sie natomiast parking, na ktorym spotykam super-milych driverów z Polski , ktorzy zdecydowali sie tam zanocowac. Bardzo sie ciesze , ze w koncu moge porozmawiac po Polsku i posmiac sie z polskich kawalow. Do tego Tomek i Jacek czestuja mnie prawdziwyjm polskim schabowym!!! i piwem Warka oraz Tatra !Fantastyczny wieczór! Nie musze rozstawiac namiotu , bo Tomek udostepnia mi lozko u siebie w kabinie i bardzo dobrze sie wysypiam.
Zakladalem ze ten dzien bedzie naprawde dniem odpoczynku , bo do przejechania bylo ok. 100km w dol rzeki Oram. Jednak po 20 km od startu lapie gume . Wszystko idzie latwo i po 40 minutach ruszam , zeby za 2km znow zlapac gume. Wtedy wymieniam cala detke i dojezdzam do najbliszego miasta. A tam na szczescie jest sklep rowerowy, w ktorym po wejsciu uslyszalem muzyke mojego ulubionego artysty Roberta Planta. I tak w tej milej atmosferze dokupilem 2 detki oraz cala opone na zapas. Upal tego dnia byl niesamowity i zabawy z kolem naprawde mnie podmeczyly. Na wieczor rozstawilem namiot na wysokim brzegu z widokiem na Dunaj. W nocy zerwal sie ogromny wiatr , ktory trzepotal moim namiotem, wiec tej nocy nie zaliczylem do przespanych.
Dojazd do Velkiego Tyrnowa - miasta, ktore jest duza atrakcja turystyczna jak sie okazuje nie bez powodu. Miasto polozone jest na bardzo stromych wzgorzach, na ktorych widac tysiace kolorowych kamieniczek a do tego w dole wije się rzeka. Na jednym wzgorzu polozone sa malownicze ruiny zamku. W miescie turystyka bardzo dobrze sie rozwija. Natomiast w informacji turystycznej biora mnie za rosjanina jak sie dowiaduja ze bede chcial spac gdzies w namiocie. Korzystam z kafejki internetowej, w ktorej jak sie pozniej okazalo trace zdjecia z 3 ostatnich dni wyprawy :( Coz tacy sa bulgarscy informatycy.
Dzien odpoczynku na plazy ale po 4 godzinach juz mi sie nudzi i wsiadam na rower kierujac sie na Velkie Tyrnowo dojezdzam na wieczor do pieknej doliny w krainie Dobrudzy zeby spac na nowo budowanej linii kolejowej.